Jeszcze dwa tygodnie temu
wypatrywaliśmy jej z niecierpliwością. Zima, śnieg, niech będzie
biało na święta. Nie było. Biegaliśmy w warunkach prawie
jesiennych. Tydzień temu powoli zaczął pojawiać się mróz.
Cztery dni temu troszkę poprószyło.
Dziś było naprawdę ciężko.
Temperatura była łaskawa, termometr wskazywał raptem -5stopni. Dwa
dni temu biegałam w -8 i też było całkiem dobrze, mimo wiatru. Za
to dziś świat pokrył się białym puchem. Pięknie, czysto, jasno
aż chciało się iść pobiegać.
Po szybkim śniadaniu zabraliśmy
dzieci na kilometrowy spacer z sankami i zabawami na śniegu.
Koło południa załatwiliśmy opiekę
dla naszych kochanych ogonów i wyszliśmy pobiegać.
Obuwia specjalnego nie mamy, żadnych
kolcy ani nic z tych rzeczy. Po kilku krokach wiedziałam już, że
będzie ciężko. I było, naprawdę było.
Śniegu kilka dobrych centymetrów, w
wielu miejscach rozdeptany. Buty szybko były przemoknięte, podeszwy
jakby sztywniejsze niż zwykle, do tego śnieg cały czas padał więc
sypało po oczach. Wytrwale pokonaliśmy 10km.
Przed wyjściem mobilizowałam męża.
Od 7 kilometra to on mnie motywował, bo nie miałam już siły na
nic. Walczyłam z każdym kolejnym krokiem. Czas zupełnie przestał
się dla mnie liczyć, chciałam tylko być już w domu. Dawno mnie
nie bolały nogi po takim dystansie, dziś bolą łydki.
Czyli ewidentnie dobra robota zrobiona.
Z postanowieniem poprawy siły biegowej.
Biegajcie, nie zastanawiajcie się czy dam radę. Idźcie nawet trochę potruchtać- satysfakcja gwarantowana.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz